poniedziałek, 26 września 2011

Historia twórczości

   Nadszedł ten czas, że trzeba po raz kolejny wykazać się weną twórczą i napisać coś na blogu. Człowiek taki wstaje z pomysłem i zapałem tuż nad ranem. Najpierw poranna toaleta i jakieś śniadanko, tak na dobre rozpoczęcie dnia. W towarzystwie kubka gorącej kawy siadamy do laptopa, otwieramy stronę widoczną w pasku u góry i... No właśnie, tu zaczyna się problem. Zawsze kiedy człowiek ma coś zrobić, zajęcia wręcz pchają mu się do harmonogramu. Zbierając informacje o esporcie, pewnym jest to, że czasu wolnego się nie zazna. Otóż akurat leci livestream z jakiegoś meczu turniejowego, to samemu trzeba zagrać w coś by poznać grę, po czytanie wywiadów i newsów dotyczących tej kategorii sportu. Czując słodki smak zwycięstwa, dumnym krokiem zmierzając poprzez pokusy do miejsca przeznaczenia, jako ten bohater siadamy przy naszym sprzęcie do pisania i kantem oka spoglądamy na zegarek, czas na zakupy. Kończąc pracę niegodną stanowisk kierowniczych, robimy kolejne podejście do przenośnej walizki z dobrze już znaną qwerty. Unik z lewej, dwa kroki w przód by znów odskoczyć o trzy w tył, zwodami przedzierając się do biurka, mając to mistyczne urządzenie w dłoni, czując chęć do pracy, dzwoni telefon. Kontakty towarzyskie, rzeczą ważną bynajmniej są. Zaniedbywać je, to grzech, bynajmniej nie śmiertelny. Walcząc na opowieści owiane patosem oraz na te trywialne, spacerując pomiędzy alejami, w głowie jedna myśl: "kiedy ja to w końcu napiszę". Wróciwszy do domu, złachany jak pies, obdarty do końca z resztek siły, niczym żołnierz w żelaznym dymie, czołgam się w stronę bazy. Drzwi na klucz, telefon wyłączam, okna zasłaniam. Nie odpowiadam, nie istnieje, nie urodziłem się. Tylko ja i myśli twórcze. Siadam, ostatnia próba, czekanie aż system się załaduje. Aktualizacja się zza rogu wyłania, myślę: "pokonam, wytrzymam, sukces uniosę". Strona powoli się już ładuje, bateria słaba, lecz żem przewidział to, ładowarka już się z półki uśmiecha. Tak! Jest! Już nic mnie nie powstrzyma, siadam, piszę, euforia me ciało ogarnia, umysł cały w skowronkach. Dobrze by było... Przybyłem, włączyłem, co napisać - zapomniałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz