piątek, 15 maja 2015

Brutalność: gry vs. seriale.

Inspiracje należy czerpać z każdego skrawka naszego otoczenia. Do tego wpisu zainspirował mnie Piotr Marcinkowski, za co serdecznie dziękuję.

Tematów o brutalności gier i ich wpływie na dzieci jest mnóstwo w sieci. Najtęższe głowy tego świata zastanawiają się, jak pozbyć się tego zagrożenia na miarę terroryzmu. Namaszczeni przez kościół wyruszają na krucjatę przeciwko temu siedlisku splugawienia. Dzisiaj nie będę zbawiał tego medium, nie będę również wyśpiewywał ku niebiosom, jakie to gry są dobre. Dzisiaj ugryziemy temat z innej strony.

Gry są brutalne, a dokładnie jakaś część tego medium. Tak samo brutalne są filmy, bardzo brutalne książki, przerażające wiersze, mrożące krew w żyłach obrazy. Królem brutalności niedosłownej są seriale emitowane przez popularne stacje telewizyjne w bloku popołudniowym. Koronnym argumentem przeciw grom zawsze była możliwość sterowania i czynna (lecz nadal wirtualna) przemoc. Mimo prądu, który pcha nas do fotorealizmu w grach, twórcom nadal nie udało się osiągnąć idealnego, wizualnego odbicia rzeczywistości. Wbrew pozorom, młody człowiek potrafi dostrzec różnice między tym co go otacza, a tym co widzi na ekranie monitora przez tą właśnie różnicę. Seriale typu "Ukryta Prawda", "Szkoła Życia" przedstawiają w odcinku konkretny problem. Po rozmowie z Piotrem skusiłem się i obejrzałem odcinek czy dwa. W mojej ocenie, to istne pranie mózgu. W grach często widać pewne przerysowanie przemocy, graficzny dystans pomiędzy grą a życiem, w tych serialach tego nie uświadczymy (poza fatalną grą aktorską). Serialowa skarbnica wiedzy o narkotykach, alkoholu, ciążach i aborcjach. Dzieci wracają ze szkoły, po smacznym obiadku akurat na pasmo popołudniowe. W każdym medium pojawia się pewien poziom brutalności, więc czemu wciąż skupiamy się na jednym i do tego uogólniając?

Wystarczy chcieć, a można przyczepić się do wszystkiego. Nie zamierzam bronić gier, nie zamierzam mieszać z błotem innych mediów, to nie moja wojna. Zawsze szukamy przyczyn błędów w naszym otoczeniu. Mój ojciec zaraził mnie miłością do gier wraz z pierwszym odpaleniem Atari 2600. Dorastałem w otoczeniu gier, również tych brutalnych, mimo tego nie biegam po mieście i nie morduję ludzi. Za każdym razem jak miałem problem, mogłem porozmawiać z rodzicami. Przez to, że mieli dla mnie czas, pokazywali mi jak świat działa i potrafili odróżniać pewne rzeczy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz