Prolog
Podchodzi Europa do matki Polki,
podchodzi Europa do matki Ukrainki.
Publiczność klaszcze, wiwatuje.
- Gratulacje moje panie, los sportowy na wasze rączki składam. Widać, twarzyczki wasze znają słowo wyrzeczenie. Dobrze się sprawicie, a ojciec dumny z was będzie.
Nastąpiła ceremonia, panie porwał taniec.
Tańczyły ku uciesze sióstr i braci,
a ojciec marsza grał.
Akt 1 Scena 1
Nastał dzień sądny dla sióstr, mecz otwarcia.
Starsza siostra zaprosiła braci swoich,
do domu swojego.
- Witam was w moim domu. Budowałam go co sił, na przekór ludziom złej woli. Najtrudniejszy ostatni rok z pewnością był. Przestało się układać, fachowcy się zlecieli, jak ta Mucha co na gównie się zna. Pracowałam w zimę, robiłam na wiosnę, aż przyszedł Lato co zwiastowało mistrzostwa. Dzisiaj stoję tu przed wami, przed braćmi i przed siostrami by zaprezentować moje dzieci.
Dziki tłum ryczał, wrzeszczał, wiwatował.
Lato grzał bardzo, co i dech dzieciom odbierał,
a ojciec marsza grał.
Akt 1 Scena 2
Głowna droga do domu.
Dzieci białe i czerwone śpiewały:
- Prawy do Lewego.
Niedźwiedzie szły na barach niosąc
bohaterów.
Najukochańszy syn, w bólu wychowany
monolog wygłosił.
- Kocham moich braci, kocham moje siostry. Kocham również tych co moją matkę reprezentują. Nie rozumiem moich braci, ale kocham ich bo inni kochają. Kochać trzeba chociaż to czasem boli.
Siostry i bracia najukochańszego:
- Nikt się nie spodziewał, nikt tego nie przewidywał. Ze spraw błahych narodzony kapitan. Duchowy przywódca, bośmy go tak nazwali. On poprowadzi nas do zwycięstwa, on rozgromi moskali.
Płacz i radość przybrana w trzy kolory,
nikt nie zwyciężył, nikt nie poległ.
Byli lecz zwycięzcy i pokonani.
No i do tego wszystkiego,
ojciec marsza grał.
Akt 1 Scena 3
Tłum się cieszy i tłum śpiewa pieśni,
piszczy do matki o trzecim bohaterze.
- Naszą nadzieją o matko droga jest trzeci ze wspaniałej trójcy. Módl się za niego, za jego braci co barwy twoje przybrali. Módl się do najświętszego co by to o swoich ulubieniach nie zapomniał. By nie zrobił pewnego błędu.
Płakali wszyscy, płakali boś bracia.
Szał minął została refleksja.
Publiczność zamarła.
Na scenę wszedł Lato.
- Ciepło mi u was, cieplej niż wszędzie. Ja tu zostanę, tu Lato będzie. Moskit nie kąsa, piwo nie smakuje, ja tu zostaje, ja tu nocuje. Ja nie obiecywałem, ja dotrzymywać nie zamierzam. Nie widzę sensu, po co się wam zwierzam.
Kurtyna opadła.
Publiczność cicho, artyści czekali na owacje.
Umarli z głodu.
A ojciec swojego marsza grał.
A ojciec swojego marsza grał.
Bo po Lacie, przyszła Zima.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz