Wracając do samej rozmowy. Znając życie powtarzam się, no cóż, możliwe. Trudno nazwać rozmową wydawanie dźwięków poprzez dwie osoby, a do tego sprowadza się coraz więcej dialogów. Społeczeństwo traci zdolność konwersacji, większość rozmów do niczego nie prowadzi, nic do życia nie wnosi. Brak zdolności argumentacji własnych wyborów, obrony poglądów. Język ubożeje. Nie uważam się za humanistę, ani za wybitnego w tej dziedzinie, ale trochę boli mnie ten fakt. Zastanawiam się, za sprawą czego tak się dzieje. Czy to dla tego że w Polsce coraz rzadziej czyta się książki, czy robi to z nami internet? Jeśli gadamy o czymś zupełnie nie ważnym, nie potrzebnym, o czymś co nic nie wnosi do życia, nie marnujemy czasu? Sam widzę po swoim pokoleniu, coraz trudniej o rozmowę która choć na chwilkę poruszy szare komórki. Łatwiej po iść po najmniejszej linii oporu.
Uciekając od tematu rozmów, kolejny znajomy dołączył do tzw. blogosfery. Cieszy mnie to, zawsze będzie co poczytać. Zapraszam na krótką relację z Meksyku.
Chociaż prawdziwa rozmowa w dzisiejszych czasach staje się towarem deficytowym, już sama świadomość tego faktu u nielicznych jednostek, utwierdza mnie w przekonaniu, że mądrość i tradycja obronią się same.
OdpowiedzUsuńMimo całej wiary w ludzkość, jakoś nie widzę przyszłości.
OdpowiedzUsuńChcesz, nie chcesz - sam ją tworzysz. Jako jeden mało znaczący społeczny atom, ale jednak.
OdpowiedzUsuń