Przygoda zaczęła się od przychodni, szczęście sprzyjało, nikogo przed nami. Myśli ruszyły, popłynęły niczym wartki, górski strumień. Na ile różni się podejście do pacjenta kiedy ma on wybór jaką przychodnie wybrać, a kiedy nie ma. Ojciec po dłuższym czasie opuścił gabinet, nie narzekał. Chociaż wiem, że nie jest typem człowieka który nigdy narzeka, więc nic nie dało się wywnioskować. Badania były szczegółowe, na wyniki czekaliśmy tylko pół godziny. Dostał skierowanie na Sochaczewski Oddział Ratunkowy.
Stacja druga, SOR. Problemy na rejestracji były czymś nieuniknionym. Oczywiście kobieta pomyliła moje nazwisko i zgodnie z przewidywaniami nawet nie przeprosiła. Idzie sie do tego przyzwyczaić, co nie zmienia faktu, że za każdym razem to męczy i denerwuje człowieka. Problemy zaczęły się z opisywaniem, kiedy dane badanie zostało zrobione. Dobre dziesięć minut, zajęła nam prosta chronologia badań. Ja wiem że dużo pracy, rozumiem że można być zmęczonym, lecz czy tak trudno nie przerywać jak ktoś tłumaczy?
Bliźniacze kroplówki, jedna i druga w kolejce spływała ku tacie. Pielęgniarki i ratownicy byli naprawdę mili. Rozumieli że ludzie w poczekalni siedzieli jak na szpilkach. Nawet jak ktoś był nie miły, grzecznie odpowiadali i tłumaczyli. Swoją drogą, opowieści z poczekalni SORu, idealny temat na książkę, nawet fantastyczną. Co trzecia osoba jest lekarzem medycyny stosowanej z każdą możliwą specjalizacją świata. Najbardziej zaskakujące, jak dla mnie, były tematy i ton rozmów. O chorym się nie wspominało, rozmowy były raczej radosne. Mam nadzieje że był to mechanizm obrony przeciw smutkom.
Rozumiem idee prywatyzowania szpitali, może i skróciło by to czas oczekiwania na badania. Niestety wiem jak by to wyglądało w Polsce. Może by to wyszło na zdrowie, lecz na pewno nie pacjentom. Co do lekarzy, jakby ktoś miał wątpliwości. Wszyscy ciężko pracowali, nie było czasu na odpoczynek i naprawdę należy się szacunek za to, im jak i całemu personelowi. Ważne jest pozytywne myślenie, to naprawdę pomaga i leczy wiele dolegliwości.
Ciesz się, że mogłeś na szybko się tam wybrać. Twoje 5 godzin czekania to nasze 5 godzin walki o to żeby ustalić na 100% jakie dokumenty księgowa ma nam dostarczyć żeby lekarz przyjął kolegę. Ręka nie chciała czekać i zrosła się szybciej...
OdpowiedzUsuńBiurokracja swoją drogą. Może pomogło że z rana było pogotowie i dostaliśmy tą kartę badań (czy jak to się tam nazywa). Mimo całej mojej niechęci do tego szpitala (sprawy zaległe) i tak twierdze że odwala kawał dobrej roboty.
OdpowiedzUsuń