środa, 19 czerwca 2013

Utopia absurdu - kraj Polska

   Tym razem w pracy dotknęła mnie swoją delikatną dłonią, jakże urocza pani zwana refleksją. Ukazała się pod postacią naklejki "Jedząc kebaba osiedlasz Araba". W Europie biją na alarm, zwiększa się ilość ludności wyznającej islam. W Polsce jakoś nie zauważyłem wielkiego wzrostu (aczkolwiek jakiś był), może jesteśmy krajem zbyt biednym, nie zachęcającym, nie wiem. Czy mam coś przeciwko sprowadzaniu się do kraju ludności z zagranicy? To zależy od punktu widzenia. Denerwuje mnie jeden fakt, że ludność napływowa próbuje zmieniać kulturę danego państwa. Jadę w gości to nie rozstawiam gospodarzy jak mi się podoba. Jeśli zabijanie (hipotetycznie) jest dozwolone w jakieś kulturze, nie znaczy że wyjeżdżając poza kraj w którym jest taki obyczaj, mogę kogoś zabić. To jest problem społeczeństwa globalnego, zatracamy tożsamość narodową, a skutki tego mogą być nieodwracalne.
   Gdybym znalazł się w sytuacji, że ktoś każe mi krótko scharakteryzować mój rodzimy kraj, zapewne powiedziałbym coś takiego: "Kraj ludzi uwielbiających protestować". Nasza historia to protesty, nasza teraźniejszość to protesty i również te samy protesty przyszłością tego Narodu. Wiele protestów było bzdurnych, ale są też te, które należy potraktować poważnie. Zastanawialiście się czemu tak wiele strajków, protestów wokół nas? To nie dla tego iż ludziom się nudzi czy uwielbiam to robić, lecz w ten sposób pokazują poziom niezadowolenia. Z roku na rok, więcej ich, mnie osobiście to nie dziwi. Z jednej strony Unia Europejska która zasypuje nas stertą bzdurnych ustaw, praw, wymogów; druga zaś należy do Federacji Rosyjskiej, z którą toczy się wojna dosłownie o wszystko (polityczna oczywiście). Po środku niczym to co po kotku nasi politycy (fabryka przepisów potrzebnych zupełnie do niczego). Dlaczego ludzie nic nie zmieniają, chociaż im źle i protestują? Są karmieni bzdurami w które wierzą (bo chcą), straszeni "złą" opozycją, nacierani propagandą sukcesu z olejkiem o zapachu bierności. A wystarczy pomyśleć przed wyborami, spojrzeć dalej, przebić się przez las kiełbas. Poczytać i dowiedzieć się że mamy prawa, że możemy więcej niż nam powiedziano. Co mogę zrobić? Co zechcę, nikt nie zabroni mi działać, udzielać się (abstrahując od rzeczy skrajnych).
   Trzeba mieć własne poglądy, potrafić je obronić, nie patrzyć co powiedzą inni tylko robić swoje.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz