Uwielbiam życie, kocham to, co może mnie spotkać, zaskoczyć w pozytywny czy negatywny sposób. Przez cały czas ucząc się życia, kawałeczek po kawałeczku. Wiele razy wypowiadałem się o moim gnijącym pokoleniu, do którego sam należę i poza ten gnój za wiele nie wyrastam. Często odnoszę się z pogardą do tego właśnie pokolenia i nieraz do samego siebie, kiedy o tym myślę przeglądając się w lustrze. Jesteśmy wychowani na kruchym wartościach. Chodziliśmy do szkoły, kończyliśmy ją z różnym skutkiem. Niektórzy poszli na studia, jeszcze mniej dotrwało do ostatniego roku. Każdy z nas miał idee, dla nas silne niczym ceglane mury, w rzeczywistości słomiane płoty. Z każdym dniem dowiaduje się czego o sobie jako człowieku, obywatelu. Czym głębiej w inicjatywy społeczne, akcje, tym zakorzenione we mnie przekonanie o bierności ludzi z mojego rocznika. Są to ludzie z ogromną wiedzą teoretyczną, niestety z brakami w praktyce. Ludzie oczekujący na inicjatywę innych, często niezdolnych do podejmowania samodzielnych decyzji. Bezbronnych na poletku merytorycznych konwersacji, potrafiących tylko sączyć jad w cyberprzestrzeni, uznających tradycje za relikt przeszłości. Gwardia osób które nie mają przynależności narodowej, są to obywatele świata, co niejednokrotnie widać po zróżnicowaniu w ich mowie. Nie czuje się lepszy, wychowany w podobnym świecie, brodzę teraz w takim samym gównie. Tak się zastanawiam jak można to zmienić, czy iskrę wiary którą noszę w sobie można wykorzystać, czy można podniecić ogień w sercach innych ludzi?
Stukanie literek w tym miejscu, czyli moja terapia po męczącym dniu w pracy. Po raz kolejny zamierzam zachłysnąć się wspaniałością internetu i możliwością pisania w nim. Plany o systematycznym dodawaniu postów diabli wzięli i to na dobre, idea owa podzieliła los wielu sejmowych ustaw. Tworzyć w tym miejscu to ja lubię, nie zawsze mam czas czy chęci, co nie zmienia faktu że poprawia mi to humor. Z kreatywnych rzeczy to póki co jestem w trakcie książki "Ołowiany Świt" autora pochodzącego z mojego miasta, Michała Gołkowskiego. Nie przepadam za tego typu klimatami, ale bardzo dobrze się czyta i kto wie, może polubię Zone? Kreatywnych wydarzeń, zdarzeń i zamierzeń ciąg dalszy. Otworzyliśmy wraz z Karoliną stronę na facebooku. Naszym celem jest promowanie, organizowanie turniejów esportowych w sieci oraz w przyszłości stacjonarnych na ternie Sochaczewa i okolic. Jesteśmy na etapie pierwszego turnieju sieciowego i zbierania oraz formowania społeczności. Jak to wygląda za kulisów? Obecnie oblatuje dostawców internetu przedstawiając im swoją propozycję, dzwonie po halach i miejscach, które w przyszłości mogą być dobrym miejscem na urządzenie turnieju stacjonarnego. Dzwonie w sprawie promocji i reklamy. Karolina zaś doskonale sobie radzi w kontaktach z wydawcami gier, ogarnia nagrody w najbliższym turnieju, sprawuje oko nad społecznością, zajmuje się bracketem i świetnie motywuje do pracy. Lecz nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, trzeba o tym pamiętać i być czujnym. Ja z własnego doświadczenia wiem, że znajomi mogą bardzo pomóc w organizacji przedsięwzięcia (Tu specjalne podziękowanie dla Pancura za zapoznanie mnie z Karoliną, wiarę w moje możliwości i ogólnie nie bycie tępym chujem z bólem dupy.), ale zdarza się również że to właśnie znajomi są gotowi podłożyć nogę i utrudnić a wręcz uniemożliwić wykonanie jakiegoś projektu. Czemu? Trzeba takich ludzi zapytać. Jeśli nie interesuje Cię granie, ale chcesz pomóc. Czujesz że chcesz pomóc, możesz pomóc, musisz pomóc np. bo ktoś przykłada Ci broń do głowy, to ślij wiadomość na maila 4n1m4t0r91@gmail.com w którym zawrzesz jak chcesz/możesz pomóc Link do strony podaje tutaj: SochaczewChallenge zawsze możecie wejść, zobaczyć o co chodzi i co aktualnie się tam dzieje, polubić jeśli podoba się Wam to co robimy, polecić jeśli chcesz mieć wkład w tworzenie sceny esportowej. A tu soundtrack z gry która mogła by nosić miano wielkiej.
Pozytywny czas nastał dla miłośników słońca, ciepłego powietrza i wielu innych rzeczy wiążących się z okresem przedwakacyjnym. Nic tylko iść przed siebie według jedynej, słusznej myśli. Czas nadrobić zaległości, zasiąść w ten własny, zaciszny kąt internetu. Dzieje się więcej, dzieje się mniej, góra, dół, te sprawy. Chociaż moją jakże przepracowaną głowę zaprzątają sprawy różnej wagi. Jest kilka projektów (jak zwykle połowy niedam rady dokończyć) mogących wypalić, nie będę mówił jakich. Podzielić się zaś mogę faktem iż, Mikołaj o mnie nie zapomniał i zesłał mi bardzo urodziwą panią Elfkę do pomocy, przy jakże wymagającym i nieciepiącym zwłoki zadaniu. Mikołaju, masz pan dobre oko. Chciałbym polecić rzeczy parę. Pierwsza z nich to portal w którym ostatnio spędzam sporo czasu. Plwolnosci.pl to jego nazwa. Nie ze wszystkim się zgadzam, chyba nie trafiło się gazecisko czy portalisko które by w 100% odzwierciedlało moje poglądy, no cóż. Warto zajrzeć, poczytać i sprawdzić z czym to się je. Drugi zaś jest Krokodylion Sochaczew miejsce w którym poznałem wielu wspaniałych ludzi. Już niebawem weekend majowy, plany, wyjazdy? Ja po prostu marzę o chwili spokoju, czas na poczytanie dobrej książki, odświeżenie pomysłów w głowie, możliwość przemyślenia paru decyzji. Warto ten wolny czas wykorzystać na odpoczynek w końcu tak mało jest okazji na to. Polecam wydaną w 2008 roku "Inwazję" z pod pióra Robina Cooka. Świetny thriller medyczny, trzymający w napięciu do samego końca. Jest to historia o wybuchu tajemniczej epidemii, która pustoszy Stany Zjednoczone. Bardzo dobrze zainwestowane 30 złotych. A na koniec jakże klimatyczny utwór z gry Journey
Podczas jednej z wielu konferencji na skype, przypadkiem ktoś podrzucił temat anime. Pierwsze co zawędrowało do głowy to Dragon Ball, który pustoszył podwórka gromadząc dzieci przed telewizorami. Za dzieciaka mieliśmy wiele rozrywek. Nie dzieliły nas partie, majątki nie robiły przepaści. O szóstej rano w wakacyjny czas potrafiliśmy się zbierać i iść na basen, czas wspaniałej beztroski. Jedną z rzeczy która nas tak łączyła to kanał RTL 7 i jego blok z anime. Pierwsze z jakim się spotkałem to właśnie Dragon Ball, lecz kanał miał w swoim repertuarze jeszcze inne produkcje. Pojawiały się takie tytuły jak: Dr. Slump, Łowca Dusz (Soul Hunter), Rycerze Zodiaku (Saint Seiya), Magiczni Wojownicy (Slayers), Yaiba - Legendarny Samuraj (Ken'yū Densetsu Yaiba), Wojowniczki z krainy marzeń (Majikku naito reiāsu)oraz Tajemnicze złote miasta (Taiyō no Ko Esuteban). Niektóre z nich znajdziemy na stronieAnime Shinden, którą kiedyś pokazała mi pani Katarzyna, za co po dziś dzień dziękuje. Chodząc do szkoły i beztrosko użytkując swój wolny czas, zapoznawałem się z kolejnymi produkcjami anime. Nie uważam się za wielkiego znawce, od paru lat jestem do tyłu w tym świecie, lecz jest kilka tytułów które chciałbym wam przedstawić. Kurokami - zapadło mi mocno w pamięć ze względu na charyzmatyczną bohaterka i dobrze zrobioną fabułę. Canaan - historia kobiety która cierpi na synestezje. Cat Shit One - coś nietypowego, ciekawa koncepcja przedstawienia wojny. Cowboy Bebop - świetny klimat. Full Metal Alchemist - jedna z lepszych historii i najciekawszy morał ze wszystkich anime jakie oglądałem. Hellsing - perełka w kolekcji anime które obejrzałem, gorąco polecam każdemu tą serię. Prócz wymienionych parę tasiemców typu Bleach, Naruto, One Piece itd. Odnośnie perełki to jak dla mnie jeden z lepszych openingów w anime.
Moja systematyczność skończyła się później, niż się spodziewałem. Lenistwo jest tak interesujące, że postanawiam poświęcić mu więcej czasu. Zastanawialiście się kiedyś nad czasami w których przyszło nam żyć? Coraz więcej informacji trzymanych jest w chmurze, gdzieś pomiędzy czymś. Prosty przykład, platforma steam, na której nabywamy gry. Nie wiem czy ludzie czytają regulaminy, wątpię. My jako użytkownik konta steam, płacąc za daną produkcje nie kupujemy gry, wypożyczamy ją na czas nieokreślony. Ludzie kupują książki elektroniczne na swoje kindle i inne sprzęty do czytania. Dużo informacji przechowujemy na wirtualnych dyskach. Bankowość internetowa, e-urzędy (które nie zbyt działają w naszym kraju) i wiele innych rzeczy. Czy to jest nasze? Przecież nie mamy tego fizycznie, nie możemy dotknąć, postawić na półce. Czas by zacząć zmieniać prawo o własności? Prócz tych rzeczy, dręczy mnie jeszcze jedno. W życiu codziennym, internet jest już czymś normalnym.Ułatwienia w płatnościach, powszechny dostęp informacji, dostęp do kultury oraz to co wymieniłem parę linijek wyżej. Co będzie jak ta chmura pierdolnie, jak wszystko padnie, nie ważne z jakich powodów. Stracimy coś, za co zapłaciliśmy, a co nigdy nie było nasze. Ile rzeczy zostanie wstrzymane. Przed moimi oczami rysuje się obraz społeczeństwa, które jest zdezorientowane, niezdolne do działań. Swoją drogą, wydajemy pieniądze na wojsko by kraj był bezpieczny, rozumiem i akceptuje. Czy nasz kraj gotowy jest by odeprzeć terroryzm w sieci? Czy nasze państwo jest zabezpieczone w należyty sposób? Internet odgrywa w naszym życiu coraz większą rolę, co każdy, nawet ciężko myślący zauważy. Jak dla mnie w szkołach prócz pierwszej pomocy (której nadal jest za mało), zachowania w czasie wojny, powinno się też wspominać o bezpieczeństwie w sieci. Od zabezpieczania swojego komputera do obrony przez zagrożeniami z ów sieci płynącymi.
Wiele absurdalnych rzeczy nas otacza. Piękno i przekleństwo tego kraju, świata właśnie na tym polega. Mimo iż nie jestem zwolennikiem wielkich portali informacyjnych, od czasu do czasu, w wyniku nudy zaglądam na te twory. Swoją drogą, dziennikarze internetowi sporo różnią się od tych z gazet, przeważnie mniej poprawną polszczyzną. Nie wszyscy i nie zawsze, bo w gazetach też się zdarzają tacy "gramatykosceptycy". Spędzając jakże cenny czas na jednej z platform informacyjnych, można natknąć się na jakże fascynujące informacje. Czy wiesz jak odżywia się twój pies? W tym sezonie modny kolor pistacjowy! Skandal na salonach, dwie identyczne sukienki. Pośród stosu "jakże ważnych" dla ludzkości informacji znalazłem swój graal, perłę, znicz (Harry Potter). Jak dla mnie, informacja dnia, tygodnia, miesiąca. Posłowie chcą obudować murem sejm, boją się ewentualnych ataków terrorystycznych. Takie informacje czytam zawsze trzykrotnie. Pierwszy raz się o niej dowiaduje, drugi raz weryfikuje, trzeci raz czytam bo wiary nie daje. Swoją drogą, czy ma to związek z niedoszłym zamachowcom, czy po prostu posłowie zaczynają się czegoś obawiać. Z pomocą, zawsze przyjdzie worek z ludowymi mądrościami. Pierwsza wylosowana "Na złodzieju czapka gore", jakże trafne. Czwarte z kolei "Polityka ulegnie zmianie dopiero wówczas, gdy mądrość będzie rozprzestrzeniać się równie łatwo jak głupota" - Winston Churchill (ludowe mądrości były zbyt dalekie od tematu albo zbyt wulgarne by wstawić). Przeraża mnie to odgradzanie się od społeczeństwa. Czy to ma być próba pokazania gdzie są państwo a gdzie plebs? Nauczyłem się jednego żyjąc w tym jakże najpiękniejszym z pięknych państw. Jeśli polityk wymyślił coś głupiego i mówi że to zrobi - nie lekceważ go. Co do samego muru, są już miejsca które są owym odgrodzone, noszą jakże piękną nazwę "zakłady karne", może czas by tam odbywały się debaty? Fascynujący jest ten strach (przed społeczeństwem), czyżby oczy się otworzyły i ujrzały miliony niezadowolonych twarzy? Wierze w ludzi (chociaż czasem ta wiara maleje), mam nadzieję że mur ten, jest ino metaforą, że nie zostanie z naszych pieniędzy sfinansowana kolejna głupota. Chce wierzyć.
Czasami mamy rozmowę, którą zapamiętujemy na długie lata. U mnie było wiele takich, wiele pamiętnych, ale jedną pamiętam doskonale. Wszystko działo się na najpopularniejszym placu w Sochaczewie. Dosiadł się mężczyzna w wieku mojego ojca, który próbował mnie zachęcić do głosowania na jego kandydata na prezydenta. Na pytanie dlaczego akurat ten a nie inny człowiek powiedział mi coś fajnego, "w życiu trzeba opowiedzieć się po jakieś stronie". Obcy człowiek z innego miasta, a rozmawiało się lepiej niż z dobrym znajomym. Dobre dwie godziny rozmowy o czymś, na temat. Nauczyłem się czegoś od tej osoby, ona zaś od mojej osoby. Takich ludzi spotykam przez przypadek, ale uwielbiam jak to się dzieje. Wracając do samej rozmowy. Znając życie powtarzam się, no cóż, możliwe. Trudno nazwać rozmową wydawanie dźwięków poprzez dwie osoby, a do tego sprowadza się coraz więcej dialogów. Społeczeństwo traci zdolność konwersacji, większość rozmów do niczego nie prowadzi, nic do życia nie wnosi. Brak zdolności argumentacji własnych wyborów, obrony poglądów. Język ubożeje. Nie uważam się za humanistę, ani za wybitnego w tej dziedzinie, ale trochę boli mnie ten fakt. Zastanawiam się, za sprawą czego tak się dzieje. Czy to dla tego że w Polsce coraz rzadziej czyta się książki, czy robi to z nami internet? Jeśli gadamy o czymś zupełnie nie ważnym, nie potrzebnym, o czymś co nic nie wnosi do życia, nie marnujemy czasu? Sam widzę po swoim pokoleniu, coraz trudniej o rozmowę która choć na chwilkę poruszy szare komórki. Łatwiej po iść po najmniejszej linii oporu. Uciekając od tematu rozmów, kolejny znajomy dołączył do tzw. blogosfery. Cieszy mnie to, zawsze będzie co poczytać. Zapraszam na krótką relację z Meksyku.